Gdzieś niedaleko Białegostoku rozlegało się dziesiątek pomniejszych miasteczek. Tętniących swoimi indywidualnymi życiami. Nie różniły się one zbytnio od siebie ludźmi i budynkami, oprócz jednego jakże wyjątkowego na tle pozostałych. A raczej wyjątkowego w najbliższej przyszłości. Pola charakterystyczne dla wsi i piękno zabytków oraz wielkość niczym miasteczka, zachwycały okolicznych tubylców i cały ten kontrast przyciągał do siebie, jakby mówiąc: „Zamieszkaj w Mońkach”. Bo to właśnie ta jedna mieścina miała być odstająca od reszty.
Na to hasło reklamowe przystała Ewa. Jej niebieski peugeot sunął ku wyboistej drodze w kierunku wschodu słońca. Nie jadła nic od dwunastu godzin, lecz po trzech pełnych ruchach minutowej wskazówki zegara przestała odczuwać głód. W bagażniku wiozła ostatnie pudła do przeprowadzki z Białegostoku. Jechała najdłuższą trasą, gdyż jak na złość losu ta najmniej wyboista i najkrótsza była odnawiana, tak więc czterdzieści minut jazdy w jedną stronę zamieniało się w godzinę.
„Cudownie” - pomyślała, gdy musiała zawracać za pierwszym razem i skręcić w inną drogę. - „Akurat, kiedy się przeprowadzam”. Blondynka nie martwiąc się już, co musi jeszcze wziąć z domu rodziców rozejrzała się na tyle, ile pozwalało jej nie stracenie czujności nad samochodem. Po obydwu stronach drogi rozpościerały się lasy, pola, ale jednocześnie miejskie budynki, jakaś pojedyncza mleczarnia. Do tej pory najbardziej spodobał jej się oglądany przez szybę park, w którym ustawiona rzeźba jakiegoś samolotu, przyciągała wzrok Ewy nie mogącej się bliżej przyjrzeć. Oczami wyobraźni już widziała siebie spędzającą wolne chwile w tymże parku, odpoczywającą od pracy i zgiełku miasta. Znając już prawie na pamięć drogę, blondynka skręciła w lewą uliczkę. Jej dżinsy po
kilkunastu rundkach ze stolicy województwa do miasteczka nie pachniały różami, a szafirowy top przybrał ciemniejszy odcień odcień od noszenia zakurzonych pudeł z rzeczami, które już od dobrego czasu czekały na zmianę otoczenia z domu rodziców do własnego gniazdka.
„Ci z firmy przeprowadzkowej mieli być koło dziewiątej”- Ewa zerknęła na zegarek. Wskazywał ósmą. - „A więc mam jeszcze godzinę” – pomyślała i wysiadła z samochodu. Po raz kolejny otworzyła furtkę taszcząc ze sobą wielkie pudła z rzeczami, które kobieta koniecznie chciała wziąć ze sobą. Nie ufała aż na tyle w bezpieczeństwo transportu obcej furgonetki.
Otoczyła spojrzeniem swój mały, żółty, nowy dom.
„W końcu na własnym!” - przecież tyle na niego pracowała, a mężczyzna który go sprzedawał i tak po dobroci obniżył cenę. Podwórko zdawało się być kiedyś zadbanym trawnikiem i ogródkiem. Teraz odstraszało szarym piaskiem i uschniętymi krzewami. „Da się zrobić” - Ewa otworzyła drzwi frontowe nowiusieńkim kluczem. - „Je także trzeba będzie wymienić. Kto montuje przeszklone drzwi wejściowe do domu?!”
Przedsionek był małym pomieszczeniem z jednym oknem uciekającym na zewnątrz, które znajdowało się po lewej stronie od drzwi. Szary dywan i zgniłozielona tapeta skutecznie mogłyby odstraszyć gości od dalszego zwiedzania domu. „Też da się zrobić” - myślała Ewa przy kupnie domu. Za te pieniądze, nic lepszego (gorszego też nie!) nie znajdzie! Po odstawieniu ostatniego pudła z rzeczami (które tak naprawdę zostało niedbale rzucone w kąt) kobieta zrobiła to, o czym marzyła, gdy tylko kupiła ten dom, a teraz w końcu mogła wydusić z siebie emocje. Drzwi nadal pozostawały otwarte, toteż cały okrzyk uciekł na zewnątrz roznosząc się głośnym echem po okolicy.
- Tak! Wreszcie mam własny dom! - wykrzyczała, ile jej płuca mieściły powietrza - Nikt nie może mi teraz rozkazywać, ponaglać, ponieważ jestem we własnym domu! - powiedziała już nieco ciszej, acz nadal pełna emocji. Odtańczyła całe uczucia w rytm „This is how We do” (w wykonaniu Katy Perry) i gdy tylko te z niej uszły, ktoś uporczywie zadzwonił do drzwi.
- Oho! Czyżby sąsiedzi przyszli mnie powitać?- zachichotała jak mała dziewczynka i poszła otworzyć drzwi. Jej widok dalece odbiegał od tego, co sobie wyobrażała. Przed wejściem stał opalony mężczyzna. Blondyn będący w samej… bieliźnie. Oprócz tego był widocznie nieogolony i pachnący fetorem ciężkiej pracy.
- Em… dzień dobry? - Ewa zagaiła nieco zbita z tropu.
- Dzień dobry - zaczął nieco przymulony mężczyzna. - Czy wie pani która jest godzina? - lecz zanim ta zdążyła otworzyć usta, mężczyzna sam sobie odpowiedział jakby chciał uświadomić moc tych słów kobiecie - ósma rano. A niektórzy pracowali przez całą noc i teraz chcą chociaż na trochę usnąć, ale kiedy sąsiad krzyczy na pół dzielnicy, to niestety, ale jest to niemożliwe – powiedział. Z ust blondynki już miały sączyć się przeprosiny, gdyby nie kolejne słowa - tak więc może się pani zamknąć na najbliższe pięć/sześć godzin?
- Słuchaj pan! - odpowiedziała urażona kobieta. I pomyśleć, że chciała go przepraszać! - Jestem u siebie w domu, a jak słusznie pan zauważył, jest ósma rano, czyli już po ciszy nocnej, więc mogę robić cokolwiek zechcę! Jasne? I nie obchodzi mnie pana praca, ani pana wysypianie się do niej, czy to zrozumiałe?
-Co… - Pan bieliźniany, jak już zdobyła okazję nazwać go Ewa, nie zdążył odszukać dobrej odpowiedzi, gdyż młoda kobieta z impetem zamknęła mu drzwi przed nosem a także te do reszty domu, by przez szybę nie zobaczył przypadkiem jej rozładowania uczuć po tej przedziwnej dla obu stron sytuacji.
„Ale chamisko! W sumie… skoro aż tak zależy mu na dobrym śnie, mogę mu to utrudnić. Mała parapetówa z dziewczynami nie byłaby taka zła!” - pomyślała i od razu ucieszyła się na myśl o spotkaniu przyjaciółek. Ostatni raz widziała się z dziewczynami tydzień temu przed swoim urlopem związanym z przeprowadzką. Meble powinny niedługo przyjechać, więc po skończeniu roboty z nimi zacznie przygotowania do kameralnej imprezy. Tylko kiedy ją urządzić? Ewa uwielbiała spontaniczne decyzje, dlatego podjęła jedną z nich, że zabawa odbędzie się jeszcze dziś wieczorem!
„Trochę głupio zapraszać je do tej kostnicy, ale wstydzenie się swojego domu to zła wróżba na przyszłość!” - przypomniało jej się to, co mama powiedziała jej przy pierwszym wyjeździe z pudłami. Blondynka wyjęła z kieszeni swój telefon i wyklikała numer Magdy. Odebrał jej mąż, Piotr.
- Cześć Piotrek! Możesz podać Madzię do telefonu? Spoko, poczekam. A co u ciebie? - pomiędzy Ewą a mężem Magdy wywiązała się krótka rozmowa „o pogodzie”, gdy w końcu właścicielka telefonu podeszła do słuchawki.
- Hej Marudo! Zgadnij gdzie jestem! W moim nowym domu - To słowo tak słodko brzmiało w ustach blondynki - Szykuję małą posadkę kameralną. Dziś wieczorem jak dacie radę. Skrzykniesz dziewczyny? Tak? To super, do wieczora! Dawno nie miałyśmy wspólnej popijdówy! - po czym się rozłączyła.
„To będzie genialna impreza! Dziewczyny widuję teraz tylko w pracy, więc dobrze będzie wspólnie poplotkować!” - na samą myśl dziewczyna poczuła podekscytowanie.
Znowu zadzwonił dzwonek. „Czego znowu?” - Ewa otworzyła drzwi, lecz ujrzała jedynie mężczyzn z firmy przeprowadzkowej.
*
Dopiero około dwunastej Ewa została sama. Skręcone meble stały już na swoich miejscach, a sama zmęczona bohaterka ułożyła się wygodnicko na kanapie w pokoju, który zamierzała urządzić na salon. Blondynka zamknęła oczy i pomarzyła o śnie, jednak ten nie nadszedł. Gdy spojrzała na zegarek wybijający trzynastą, stwierdziła, że już nie uśnie, więc poczęła przygotowania do balangi. Pierwsze co chciała wypróbować z oczywistych względów, to wielka wieża stereo, którą ledwo o siłach dziewczyna wyciągnęła na zewnątrz furgonetki (mówiąc cały czas wynajętej ekipie, że sama sobie poradzi) i puściła głośniki na maksymalną głośność, dodając do nich wzmacniacz. Ewie szybko oprzytomniała, że Pan bieliźniany nie jest jej jedynym sąsiadem i skruszona wyłączyła wieżę.
*
Akurat kiedyskończyła rozstawiać alkohol na półkach barku, zadzwonił już po raz trzeci tego dnia, dzwonek do drzwi. Był to jednak sygnał nie kłócenia się z sąsiadami, ani montowania mebli, a rozpoczęcia super zabawy. Także po raz trzeci drzwi do domu Ewy uległy otwarciu.
- Hej Księżniczko! Polecałabym zmienić drzwi, jeśli nie przepadasz za odwiedzinami złodziei. - Powitała ją od progu Aleksandra.
- Alexa! Świetnie wyglądasz! - mrugnęła do niej Ewa i przywitała się z pozostałymi przyjaciółkami. Maja i Magda oglądały dom.
- Nieźle wygląda, przynajmniej z zewnątrz - skomentowała Maja.
- Cieszę się, że wam się podoba, ale chyba nie będziemy tu tak stać? Wchodźcie! – Ewa zaprosiła koleżanki do środka i poprowadziła je do salonu. - Imprezę czas zacząć! - krzyknęła i puściła muzykę.
- Niezłe wnętrze - Maja rozsiadła się na czarnej, satynowej kanapie. Jej brązowe loki tańczyły z każdym ruchem dziewczyny, a
oliwkowa, krótka sukienka nie dawała jej za wielkiej swobody ruchowej ( w tym założeniu z gracją nogi na nogę).
- Chcesz lepsze, to wyłóż więcej kasy - Ewa usiadła obok niej. - Co prawda mały remont by się przydał, ale chyba nie jest tak źle?
- Pewnie, że nie! - Magda wyciągnęła zza barku dżin - Nie słuchaj jej, Księżniczko! Lafirynda jak zwykle przesadza! To co? Po jednym?
- Masz szczęście, że mam dziś dobry humor! - Maja wzięła kieliszek.
- Dziewczyny! To chyba oznacza jedno! Lafirynda znowu kogoś poderwała! – Aleksandra zaklaskała w ręce i chwyciła trunek w palce. Ola była dziewczyną o prawie wiecznie opalonej cerze i krótkich czekoladowych włosach, które najczęściej przysłaniały jej lekko oko. Bardzo lubiła tę stylizację. Dziewczyna uwielbiała przetarte dżinsy, także dzisiaj miała je na sobie, a oprócz tego kochała czerwone części górnej garderoby. Bluzki, topy, opcjonalnie tuniki.
- Łał, czyli nadal szukasz tego ideału? - Magda poprawiła swoje okulary. W przeciwieństwie do Aleksandry, jej cera była wiecznie śnieżnobiała, a włosy długie i często rozczochrane z racji wielkiego pracoholizmu dziewczyny, który całkowicie przesłaniał jej percepcję i wyczucie własnego wyglądu i stylu.
- Łatwo Ci mówić Marudo, ty już masz męża, a jesteś z nas najmłodsza - Maja upiła łyk dżinu. - Dwadzieścia siedem lat i brak faceta, mówi ci to coś? A poza tym ideał nigdy nie przestanie być przeze mnie poszukiwany.
- Głupia jesteś, ideały nie istnieją! – Aleksandra usiadła na wolnym miejscu na kanapie.
- To się nazywa podejście! - Ewa się zaśmiała. - Ale chwila… my nigdy tego twojego ideału nie poznałyśmy. Jaki on powinien być? - spostrzegła blondynka. Maja jakby tylko na to czekała i pstryknęła palcami. Magda śmiejąc się, podała jej kartkę i długopis.
- No więc… - zaczęła – Bystry! Nie mogłabym być z kimś głupim! Dobrze by było, aby nie trenował za często. Przychodziłby do domu, walił się do łóżka po treningu bez mycia się i ja potem bym musiała te zdechłe kwiatki wąchać! – zamachała ręką. – Co jeszcze… hm… minimum 20cm - i pokazała dwoma palcami ile taka długość wynosi. Magda odwróciła wzrok zażenowana, a Ola i Ewa wybuchły gromkim śmiechem kiwając głowami.
- W sumie… - Podchwyciła Ola. - Maja, pisz! Ale lepszy byłby blondyn, czy szatyn?
- No raczej, że brunet! - zaśmiała się pisząca.
- Ale wy jesteście głupie! - Magda wskazała na kartkę Mai.
- Wiesz… - kontratakowała Maja - Ja bym bardziej użyła słowa „zdesperowane”. Ty już jesteś mężatką, więc niezbyt wiele możesz powiedzieć! - Magda poczuła dotknięta, lecz nie chciała dać po sobie tego poznać co jej niezbyt wychodziło. W krótkim czasie dziewczyny wypełniły całą kartkę (w tym też Magda jak tylko przeszło jej obrażenie się na najstarszą z przyjaciółek) i napisały u dołu „Ideał”.
Na to hasło reklamowe przystała Ewa. Jej niebieski peugeot sunął ku wyboistej drodze w kierunku wschodu słońca. Nie jadła nic od dwunastu godzin, lecz po trzech pełnych ruchach minutowej wskazówki zegara przestała odczuwać głód. W bagażniku wiozła ostatnie pudła do przeprowadzki z Białegostoku. Jechała najdłuższą trasą, gdyż jak na złość losu ta najmniej wyboista i najkrótsza była odnawiana, tak więc czterdzieści minut jazdy w jedną stronę zamieniało się w godzinę.
„Cudownie” - pomyślała, gdy musiała zawracać za pierwszym razem i skręcić w inną drogę. - „Akurat, kiedy się przeprowadzam”. Blondynka nie martwiąc się już, co musi jeszcze wziąć z domu rodziców rozejrzała się na tyle, ile pozwalało jej nie stracenie czujności nad samochodem. Po obydwu stronach drogi rozpościerały się lasy, pola, ale jednocześnie miejskie budynki, jakaś pojedyncza mleczarnia. Do tej pory najbardziej spodobał jej się oglądany przez szybę park, w którym ustawiona rzeźba jakiegoś samolotu, przyciągała wzrok Ewy nie mogącej się bliżej przyjrzeć. Oczami wyobraźni już widziała siebie spędzającą wolne chwile w tymże parku, odpoczywającą od pracy i zgiełku miasta. Znając już prawie na pamięć drogę, blondynka skręciła w lewą uliczkę. Jej dżinsy po
kilkunastu rundkach ze stolicy województwa do miasteczka nie pachniały różami, a szafirowy top przybrał ciemniejszy odcień odcień od noszenia zakurzonych pudeł z rzeczami, które już od dobrego czasu czekały na zmianę otoczenia z domu rodziców do własnego gniazdka.
„Ci z firmy przeprowadzkowej mieli być koło dziewiątej”- Ewa zerknęła na zegarek. Wskazywał ósmą. - „A więc mam jeszcze godzinę” – pomyślała i wysiadła z samochodu. Po raz kolejny otworzyła furtkę taszcząc ze sobą wielkie pudła z rzeczami, które kobieta koniecznie chciała wziąć ze sobą. Nie ufała aż na tyle w bezpieczeństwo transportu obcej furgonetki.
Otoczyła spojrzeniem swój mały, żółty, nowy dom.
„W końcu na własnym!” - przecież tyle na niego pracowała, a mężczyzna który go sprzedawał i tak po dobroci obniżył cenę. Podwórko zdawało się być kiedyś zadbanym trawnikiem i ogródkiem. Teraz odstraszało szarym piaskiem i uschniętymi krzewami. „Da się zrobić” - Ewa otworzyła drzwi frontowe nowiusieńkim kluczem. - „Je także trzeba będzie wymienić. Kto montuje przeszklone drzwi wejściowe do domu?!”
Przedsionek był małym pomieszczeniem z jednym oknem uciekającym na zewnątrz, które znajdowało się po lewej stronie od drzwi. Szary dywan i zgniłozielona tapeta skutecznie mogłyby odstraszyć gości od dalszego zwiedzania domu. „Też da się zrobić” - myślała Ewa przy kupnie domu. Za te pieniądze, nic lepszego (gorszego też nie!) nie znajdzie! Po odstawieniu ostatniego pudła z rzeczami (które tak naprawdę zostało niedbale rzucone w kąt) kobieta zrobiła to, o czym marzyła, gdy tylko kupiła ten dom, a teraz w końcu mogła wydusić z siebie emocje. Drzwi nadal pozostawały otwarte, toteż cały okrzyk uciekł na zewnątrz roznosząc się głośnym echem po okolicy.
- Tak! Wreszcie mam własny dom! - wykrzyczała, ile jej płuca mieściły powietrza - Nikt nie może mi teraz rozkazywać, ponaglać, ponieważ jestem we własnym domu! - powiedziała już nieco ciszej, acz nadal pełna emocji. Odtańczyła całe uczucia w rytm „This is how We do” (w wykonaniu Katy Perry) i gdy tylko te z niej uszły, ktoś uporczywie zadzwonił do drzwi.
- Oho! Czyżby sąsiedzi przyszli mnie powitać?- zachichotała jak mała dziewczynka i poszła otworzyć drzwi. Jej widok dalece odbiegał od tego, co sobie wyobrażała. Przed wejściem stał opalony mężczyzna. Blondyn będący w samej… bieliźnie. Oprócz tego był widocznie nieogolony i pachnący fetorem ciężkiej pracy.
- Em… dzień dobry? - Ewa zagaiła nieco zbita z tropu.
- Dzień dobry - zaczął nieco przymulony mężczyzna. - Czy wie pani która jest godzina? - lecz zanim ta zdążyła otworzyć usta, mężczyzna sam sobie odpowiedział jakby chciał uświadomić moc tych słów kobiecie - ósma rano. A niektórzy pracowali przez całą noc i teraz chcą chociaż na trochę usnąć, ale kiedy sąsiad krzyczy na pół dzielnicy, to niestety, ale jest to niemożliwe – powiedział. Z ust blondynki już miały sączyć się przeprosiny, gdyby nie kolejne słowa - tak więc może się pani zamknąć na najbliższe pięć/sześć godzin?
- Słuchaj pan! - odpowiedziała urażona kobieta. I pomyśleć, że chciała go przepraszać! - Jestem u siebie w domu, a jak słusznie pan zauważył, jest ósma rano, czyli już po ciszy nocnej, więc mogę robić cokolwiek zechcę! Jasne? I nie obchodzi mnie pana praca, ani pana wysypianie się do niej, czy to zrozumiałe?
-Co… - Pan bieliźniany, jak już zdobyła okazję nazwać go Ewa, nie zdążył odszukać dobrej odpowiedzi, gdyż młoda kobieta z impetem zamknęła mu drzwi przed nosem a także te do reszty domu, by przez szybę nie zobaczył przypadkiem jej rozładowania uczuć po tej przedziwnej dla obu stron sytuacji.
„Ale chamisko! W sumie… skoro aż tak zależy mu na dobrym śnie, mogę mu to utrudnić. Mała parapetówa z dziewczynami nie byłaby taka zła!” - pomyślała i od razu ucieszyła się na myśl o spotkaniu przyjaciółek. Ostatni raz widziała się z dziewczynami tydzień temu przed swoim urlopem związanym z przeprowadzką. Meble powinny niedługo przyjechać, więc po skończeniu roboty z nimi zacznie przygotowania do kameralnej imprezy. Tylko kiedy ją urządzić? Ewa uwielbiała spontaniczne decyzje, dlatego podjęła jedną z nich, że zabawa odbędzie się jeszcze dziś wieczorem!
„Trochę głupio zapraszać je do tej kostnicy, ale wstydzenie się swojego domu to zła wróżba na przyszłość!” - przypomniało jej się to, co mama powiedziała jej przy pierwszym wyjeździe z pudłami. Blondynka wyjęła z kieszeni swój telefon i wyklikała numer Magdy. Odebrał jej mąż, Piotr.
- Cześć Piotrek! Możesz podać Madzię do telefonu? Spoko, poczekam. A co u ciebie? - pomiędzy Ewą a mężem Magdy wywiązała się krótka rozmowa „o pogodzie”, gdy w końcu właścicielka telefonu podeszła do słuchawki.
- Hej Marudo! Zgadnij gdzie jestem! W moim nowym domu - To słowo tak słodko brzmiało w ustach blondynki - Szykuję małą posadkę kameralną. Dziś wieczorem jak dacie radę. Skrzykniesz dziewczyny? Tak? To super, do wieczora! Dawno nie miałyśmy wspólnej popijdówy! - po czym się rozłączyła.
„To będzie genialna impreza! Dziewczyny widuję teraz tylko w pracy, więc dobrze będzie wspólnie poplotkować!” - na samą myśl dziewczyna poczuła podekscytowanie.
Znowu zadzwonił dzwonek. „Czego znowu?” - Ewa otworzyła drzwi, lecz ujrzała jedynie mężczyzn z firmy przeprowadzkowej.
*
Dopiero około dwunastej Ewa została sama. Skręcone meble stały już na swoich miejscach, a sama zmęczona bohaterka ułożyła się wygodnicko na kanapie w pokoju, który zamierzała urządzić na salon. Blondynka zamknęła oczy i pomarzyła o śnie, jednak ten nie nadszedł. Gdy spojrzała na zegarek wybijający trzynastą, stwierdziła, że już nie uśnie, więc poczęła przygotowania do balangi. Pierwsze co chciała wypróbować z oczywistych względów, to wielka wieża stereo, którą ledwo o siłach dziewczyna wyciągnęła na zewnątrz furgonetki (mówiąc cały czas wynajętej ekipie, że sama sobie poradzi) i puściła głośniki na maksymalną głośność, dodając do nich wzmacniacz. Ewie szybko oprzytomniała, że Pan bieliźniany nie jest jej jedynym sąsiadem i skruszona wyłączyła wieżę.
*
Akurat kiedyskończyła rozstawiać alkohol na półkach barku, zadzwonił już po raz trzeci tego dnia, dzwonek do drzwi. Był to jednak sygnał nie kłócenia się z sąsiadami, ani montowania mebli, a rozpoczęcia super zabawy. Także po raz trzeci drzwi do domu Ewy uległy otwarciu.
- Hej Księżniczko! Polecałabym zmienić drzwi, jeśli nie przepadasz za odwiedzinami złodziei. - Powitała ją od progu Aleksandra.
- Alexa! Świetnie wyglądasz! - mrugnęła do niej Ewa i przywitała się z pozostałymi przyjaciółkami. Maja i Magda oglądały dom.
- Nieźle wygląda, przynajmniej z zewnątrz - skomentowała Maja.
- Cieszę się, że wam się podoba, ale chyba nie będziemy tu tak stać? Wchodźcie! – Ewa zaprosiła koleżanki do środka i poprowadziła je do salonu. - Imprezę czas zacząć! - krzyknęła i puściła muzykę.
- Niezłe wnętrze - Maja rozsiadła się na czarnej, satynowej kanapie. Jej brązowe loki tańczyły z każdym ruchem dziewczyny, a
oliwkowa, krótka sukienka nie dawała jej za wielkiej swobody ruchowej ( w tym założeniu z gracją nogi na nogę).
- Chcesz lepsze, to wyłóż więcej kasy - Ewa usiadła obok niej. - Co prawda mały remont by się przydał, ale chyba nie jest tak źle?
- Pewnie, że nie! - Magda wyciągnęła zza barku dżin - Nie słuchaj jej, Księżniczko! Lafirynda jak zwykle przesadza! To co? Po jednym?
- Masz szczęście, że mam dziś dobry humor! - Maja wzięła kieliszek.
- Dziewczyny! To chyba oznacza jedno! Lafirynda znowu kogoś poderwała! – Aleksandra zaklaskała w ręce i chwyciła trunek w palce. Ola była dziewczyną o prawie wiecznie opalonej cerze i krótkich czekoladowych włosach, które najczęściej przysłaniały jej lekko oko. Bardzo lubiła tę stylizację. Dziewczyna uwielbiała przetarte dżinsy, także dzisiaj miała je na sobie, a oprócz tego kochała czerwone części górnej garderoby. Bluzki, topy, opcjonalnie tuniki.
- Łał, czyli nadal szukasz tego ideału? - Magda poprawiła swoje okulary. W przeciwieństwie do Aleksandry, jej cera była wiecznie śnieżnobiała, a włosy długie i często rozczochrane z racji wielkiego pracoholizmu dziewczyny, który całkowicie przesłaniał jej percepcję i wyczucie własnego wyglądu i stylu.
- Łatwo Ci mówić Marudo, ty już masz męża, a jesteś z nas najmłodsza - Maja upiła łyk dżinu. - Dwadzieścia siedem lat i brak faceta, mówi ci to coś? A poza tym ideał nigdy nie przestanie być przeze mnie poszukiwany.
- Głupia jesteś, ideały nie istnieją! – Aleksandra usiadła na wolnym miejscu na kanapie.
- To się nazywa podejście! - Ewa się zaśmiała. - Ale chwila… my nigdy tego twojego ideału nie poznałyśmy. Jaki on powinien być? - spostrzegła blondynka. Maja jakby tylko na to czekała i pstryknęła palcami. Magda śmiejąc się, podała jej kartkę i długopis.
- No więc… - zaczęła – Bystry! Nie mogłabym być z kimś głupim! Dobrze by było, aby nie trenował za często. Przychodziłby do domu, walił się do łóżka po treningu bez mycia się i ja potem bym musiała te zdechłe kwiatki wąchać! – zamachała ręką. – Co jeszcze… hm… minimum 20cm - i pokazała dwoma palcami ile taka długość wynosi. Magda odwróciła wzrok zażenowana, a Ola i Ewa wybuchły gromkim śmiechem kiwając głowami.
- W sumie… - Podchwyciła Ola. - Maja, pisz! Ale lepszy byłby blondyn, czy szatyn?
- No raczej, że brunet! - zaśmiała się pisząca.
- Ale wy jesteście głupie! - Magda wskazała na kartkę Mai.
- Wiesz… - kontratakowała Maja - Ja bym bardziej użyła słowa „zdesperowane”. Ty już jesteś mężatką, więc niezbyt wiele możesz powiedzieć! - Magda poczuła dotknięta, lecz nie chciała dać po sobie tego poznać co jej niezbyt wychodziło. W krótkim czasie dziewczyny wypełniły całą kartkę (w tym też Magda jak tylko przeszło jej obrażenie się na najstarszą z przyjaciółek) i napisały u dołu „Ideał”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz